Czerszczanie na rozbojach w Chojnicach
Wszystko działo się czwartego lutego. 23-letni Grzegorz J. oraz 21-letni Piotr Sz. pojechali do Chojnic. Jeszcze przed południem poszli pod szkołę przy Angowickiej. Zaczęli czaić się na szkolną młodzież. Zaatakowali Mateusza M.
Na ziemię i za telefon
Grzegorz J. podszedł do niego i zaczął szarpać. Chciał, żeby chłopak oddał mu telefon komórkowy. Mateusz M. stawiał opór. Grzegorz J. przewrócił go więc na ziemię i zaczął bić. Chłopakowi udało się oswobodzić. Wyrwał się, ale zgubił telefon komórkowy. Aparat z ziemi podniósł Piotr Sz. Komórka była warta siedemset złotych.
Wieczorem znów napadli
Dwaj czerszczanie nie poprzestali na tym rozboju. Tego samego dnia zaczaili się na ulicy Dworcowej w Chojnicach na kolejnego młodzieńca. Damian W. szedł właśnie na dworzec PKS. Dwaj bandyci zaczepili go. Zapytali, która godzina. Chłopak odpowiedział i poszedł dalej. Dwójka jednak rzuciła się za nim. Dogonili go, przewrócili na ziemię i przycisnęli do chodnika. Zażądali telefonu. Damian W. oddał wartą 300 złotych komórkę.
Bandziory w pace
Obaj bandyci są dobrze znani policji, prokuratorom i chojnickim sędziom. Po napaściach z 4 lutego trafili od razu za kratki. Piotr Sz. przeszedł badania psychiatryczne. Specjaliści uznali, że jest zdrowy i że był świadom tego co robi. Sz. początkowo nie przyznawał się do winy. Grzegorz J. chciał zrzucić całą winę na swojego kolegę. Zeznał nawet, ze pomagał mu Ireneusz K. Sam się jednak wkopał, bo w czasie, kiedy z kolegą awanturowali się w Chojnicach, policja zatrzymała Ireneusza K. na kradzieży w jednym ze sklepów w Czersku.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.

