Trzeba było mieć odwagę, występując przeciw władzy ludowej
Nabożeństwo było jedynym punktem obchodów okrągłej rocznicy. Kiedy się skończyło, solidarnościowcy rozjechali się do swoich domów. - Co roku tak świętujemy, ale za każdym razem w innym kościele – tłumaczy Wit Grela z Krojant. - W mojej wsi też już była msza w intencji „Solidarności”. Organizowaniem tego zajmuje się od lat Ignacy Guenther z Nowego Dworu – dodaje.
Gdzie pozostali?
Działacze, którzy w ten sposób upamiętniają kolejne rocznice swojego związku, trochę narzekali na tegoroczną frekwencję. - W samych Ogorzelinach do „Solidarności” należało 50 osób, a dziś w kościele było nas około 20 – zauważył Franciszek Gemba, jeden z założycieli „S” w gminie, autor publikowanych przez nas we fragmentach wspomnień o początkach związku.
Byli równi i równiejsi
Jak rolnicy wspominają rzeczywistość sprzed 30 lat? - Wtedy trzeba było jednak mieć trochę odwagi, występując przeciw władzy ludowej – uważa Gemba. - Ja to zrobiłem i dziś myślę, że mogłem podzielić los Piotra Bartoszcze. Na szczęście tak się nie stało, choć ciągali mnie po Bydgoszczy – mówi.
Jan Krzoska z Nowego Dworu miał wtedy 20 lat. - Nie miałem takich doświadczeń jak starsi koledzy, lecz widziałem dobrze, że niby panuje równość, ale są równi i równiejsi – opisuje po latach przyczyny wstąpienia do „S”.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.

