Zamknij
REKLAMA

Burmistrz naciska, żeby wymusić porozumienie?

09:00, 09.05.2022 | .
Skomentuj
REKLAMA

– Porozumienie polega na tym, że dwie strony umawiają się na jakieś warunki, a nie na tym, że ktoś dostaje dokument do podpisu. Moim zdaniem to był szantaż – mówi Sylwia Eron. Sprawa dotyczy przejmowania gruntów oraz wypłaty odszkodowań za grunty potrzebne do rozbudowy ulicy Łukowskiej. Nasza rozmówczyni i burmistrz widzą sprawę zupełnie inaczej. Kobieta uważa, że czerski włodarz chce się na niej odegrać za wcześniejszy protest, który miał doprowadzić do zmiany planów inwestycyjnych gminy Czersk.

Jest kolejna odsłona sprawy rozbudowy ulicy Łukowskiej w Czersku. Plany inwestycyjne wywołały kontrowersje wśród części mieszkańców, którzy nie chcieli zgodzić się na wywłaszczenie i wykup części działek. Jednym z argumentów było wtedy przekonanie, że budowa chodnika po obu stronach ulicy nie jest potrzebna. Odbyło się spotkanie z mieszkańcami, szeroka dyskusja oraz analizy. Ostatecznie burmistrz zapowiedział, że chodnik zgodny z projektem powstanie po jednej stronie ulicy (lewej, jeśli jedzie się w kierunku Łukowa). Po prawej stronie powstanie z kolei opaska oddzielająca jezdnię od posesji. Jedynie w dwóch newralgicznych miejscach zostaną przesunięte ogrodzenia.
Propozycja nie do odrzucenia?
Jedną z zainteresowanych w sprawie osób jest Sylwia Eron. Kobieta protestowała przeciwko odbieraniu gruntów i przesuwaniu płotów. Teraz z jej działki wydzielono 41 mkw. pod inwestycję, a grunt przejęła gmina. 12 kwietnia zainteresowana brała udział w oględzinach nieruchomości. W obecności urzędników miały zostać ustalone składniki majątku znajdujące się na działce oraz ich wartość. Zdaniem pani Sylwii wartość zieleni oraz istniejące ogrodzenia zostały błędnie wycenione. – Nie chodzi nawet o pieniądze, ale o to, że zabiorą mi ten bufor oddzielający mnie od ulicy – zaznacza.
Jeszcze bardziej zdumiał ją przebieg rozmowy. Zamiast faktycznych negocjacji miało dojść do postawienia jej niejako przed faktem dokonanym. Sednem porozumienia miał być zapis mówiący o tym, że jeśli kobieta zgodzi się na nie, to jeszcze przez 20 lat gmina nie będzie realizowała budowy chodnika na jej byłej już działce (może jednak być konieczność położenia infrastruktury podziemnej), a pani Sylwia będzie mogła z terenu jeszcze bezpłatnie korzystać. Jeśli natomiast do porozumienia nie dojdzie, to gmina będzie mogła od razu usunąć płot i wyciąć drzewa na terenie, który wszedł w jej posiadanie. Tak widzi to nasza rozmówczyni i jej zdaniem urzędnicy próbowali ją szantażować oraz przymusić do podpisania dokumentu. – To było jak szantaż: albo podpisuję, albo wycinka drzew i demontaż – opowiada. Jej zdaniem urzędnicy byli niemili. Jak wynika z jej informacji, porozumienia przedstawiono 13 właścicielom, a podpisało je tylko 6 osób. Jak dodaje, dziwny jest fakt, że jej bezpośredni sąsiedzi nie dostali do podpisu porozumień, a ich tereny leżą nawet bliżej jezdni niż jej drzewa.
Burmistrz chce się odegrać?
Sylwia Eron uważa, że burmistrz Czerska złamał dane słowo odnośnie do – między innymi – przesuwania płotów. Zaproponowała, by przedłużyć okres przekazania wydzielonych gruntów w dalsze użytkowanie do 35 lub 40 lat. Ona sama jest gotowa nawet zrezygnować z odszkodowania za wywłaszczenie, by móc dłużej cieszyć się zielenią. – Mogę nawet podpisać to porozumienie, byle zostawić te drzewa na dłużej. Chcę tutaj zamieszkać na stałe i chciałabym cieszyć się zielenią – mówi.
Pani Sylwia uważa, że złośliwość burmistrza została skierowana bezpośrednio w jej stronę, a jest spowodowana faktem, że w zeszłym roku była inicjatorką protestu przeciw wywłaszczeniu. – Startując na stanowisko burmistrza, trzeba chyba wziąć pod uwagę, że może pojawić się krytyka pewnych działań – komentuje.
Inni zaakceptowali
Pytania i uwagi przekazaliśmy do czerskiego ratusza. Obszernie odpowiedział na nie pisemnie burmistrz. Przemysław Biesek-Talewski przypomniał, że gmina przejęła ulicę, która była wcześniej powiatowa, by móc zrealizować przebudowę w krótszym czasie. 2 lipca 2021 roku starosta wydał tzw. decyzję ZRID, która zezwala na realizację inwestycji drogowej. Decyzja stała się ostateczna 8 września zeszłego roku. Z tym dniem gmina została właścicielem wszystkich działek przeznaczonych na poszerzenie pasa drogowego. Ustalono przebieg jezdni, krawężników i wspomnianej wcześniej opaski. Ustalenia odnośnie do kształtu inwestycji zostały przekazane mieszkańcom. Urzędnicy przygotowali porozumienia z właścicielami 8 nieruchomości, których dotyczyłaby rezygnacja z budowy pełnowymiarowego chodnika w pierwszym etapie. Jak informuje burmistrz, porozumienie przedstawiono właścicielom 8 nieruchomości, z czego właściciele 6 z nich dokument już podpisali. Jedno porozumienie nie zostało podpisane z powodu nieuregulowanego stanu prawnego nieruchomości. Nie podpisała go także nasza rozmówczyni, nie zgadzając się z treścią przedstawionego jej dokumentu.
„Zgodnie z porozumieniem gmina oświadcza, że przez okres 20 lat nie wykorzysta przejętej działki pod budowę chodnika i pozostawi ją do dyspozycji dotychczasowego właściciela, a w zamian wypłaci odszkodowanie jedynie za grunt, pozostawiając rozliczenie za nakłady na gruncie (np. ogrodzenia, roślinność) na czas późniejszy. Do wszystkich mieszkańców ulicy Łukowskiej będących właścicielami nieruchomości, których porozumienia miały dotyczyć, pracownicy urzędu miejskiego dotarli, uzyskując akceptację dla przedstawionych rozwiązań. Z panią E., która nie jest mieszkanką gminy Czersk, nie było kontaktu ani pisemnego, ani telefonicznego” – opisuje sytuację Przemysław Biesek-Talewski.
Odszkodowanie musi być
Włodarzowi zadaliśmy też kilka pytań o szczegóły. Między innymi o to, dlaczego okres oddania w użytkowanie ustalono na 20 lat. Jak tłumaczy, przy ulicy Łukowskiej oraz w samym Łukowie powstaje sporo nowych domów i ruch na ulicy będzie się zwiększał. „Dlatego, o ile w tej chwili jest możliwość rezygnacji z budowy części chodnika, to może się okazać, że za około 10 – 20 lat drugi etap przebudowy ulicy będzie konieczny. W związku z tym zaproponowałem w porozumieniu maksymalnie długi okres. Ostateczną decyzję co do losów drugiego etapu inwestycji podejmie za 20 lat ówczesny zarządca drogi” – wyjaśnia Biesek-Talewski. Dodaje, że wszystkie porozumienia muszą dotyczyć tego samego okresu, a odszkodowanie musi zostać wypłacone. Z kolei do właścicieli tych działek, które są niezbędne do realizacji już pierwszego etapu inwestycji, porozumień nie przesyłano w ogóle, bo w tych miejscach inwestycja będzie realizowana wcześniej.
A jak burmistrz odnosi się do sprawy rzekomego szantażu? „Gmina Czersk jest właścicielem działek niezbędnych do poszerzenia pasa drogowego, między innymi działki na wysokości posesji pani E. Każda tego typu prawomocna decyzja daje możliwość rozpoczęcia prac budowlanych każdemu inwestorowi oraz pełne prawo do dysponowania przejętą nieruchomością. Zainteresowana pani została poinformowana o tym, że w przypadku niepodpisania porozumienia, gdzie okres karencji wynosi 20 lat, gmina Czersk z jednej strony będzie zmuszona wypłacić pełne odszkodowanie (również za ogrodzenie i drzewostan), z drugiej strony będzie miała prawo rozpoczęcia robót budowlanych, również na przejętej od pani E. działce. Oczywistym jest, że do fizycznego usunięcia ogrodzenia i drzew doszłoby z chwilą przystąpienia do realizacji pierwszego etapu inwestycji, a nie np. już jutro” – komentuje burmistrz.

fot ip

Materiał archiwalny. Artykuł ukazał się w „Czasie Chojnic” 28 kwietnia 2022, nr 17/1035.

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

0%