Zamknij

Duży sukces strażaków z Chojnic

00:00, 03.11.2018 | P.G
REKLAMA
Skomentuj

W Polsce tego typu zawody strażackie to dosyć nowa sprawa. Ta dyscyplina sportu dotarła nad Wisłę ze Stanów Zjednoczonych, gdzie jest jednym ze sposobów sprawdzania sprawności strażaków. Sztafeta znacząco różni się od tej, do której przez lata przyzwyczailiśmy się podczas tradycyjnych zawodów strażackich.
– To nie są zwyczajne zawody. Można powiedzieć, że Firefighter Combat Challenge odwzorowuje to, jak wygląda nasza praca podczas prawdziwych działań bojowych – mówi Mikołaj Kęsik.
Szybkość, siła, precyzja
Impreza zaczyna się od wniesienia węża strażackiego, który waży 19 kilogramów, na wysokość 12 piętra oraz wciągnięcia dodatkowego odcinka węża liną na górę. Potem jest już tylko trudniej. Przy pomocy młota trzeba przesunąć metalową sztabę o wadze ponad 70 kilo na odległość 1,5 metra. Są też bieg slalomem w pełnym umundurowaniu bojowym oraz przeciąganie manekina ważącego 79 kilogramów na odległość 30 metrów. Najlepsi potrafią wykonać te wszystkie zadania w półtorej minuty. – Jeżeli ktoś zjedzie poniżej dwóch, to można powiedzieć, że jest już wysportowany i ma dobrą technikę – tłumaczy Kęsik, którego życiowy rekord wynosi 1,33 minuty.
Skąd pomysł, by wziąć udział w rywalizacji? – Słyszeliśmy różne opinie o tych zawodach, że to takie imprezy strongmenów dla strażaków – śmieje się Kęsik. – Na pierwszy rzut oka to nic trudnego: wejść, zbiec, trochę młotem poprzebijać. Pamiętam też, że mój pierwszy start to były dwie najgorsze minuty w moim życiu, taki to był wysiłek. Wtedy sobie uświadomiłem, że bez porządnego treningu tego nie da się zrobić. Jestem trenerem kulturystyki i fitnessu, więc jakieś pojęcie o tym mam. Zaczęliśmy zatem układać treningi.
Sami zrobili sprzęt do ćwiczeń
Drużyna FCC Team Chojnice trenuje od trzech lat. Jej członkowie sami przygotowali sobie sprzęt do treningów. Potrzebny był ciężki manekin i coś, co symulowałoby wchodzenie po schodach. Manekina udało się pospawać i ubrać w zużyty mundur. Gorzej było z miejscem do treningu nóg. – Żeby wzmocnić nogi, robimy przysiady z workami z piaskiem – tłumaczy Mateusz Przytarski. – Zawsze staramy się, żeby było ciut więcej kilogramów na treningu niż potem na zawodach. To daje nam przewagę.
Jak przyznają strażacy, siła jest bardzo ważna, ale bez techniki i treningu nie ma co liczyć na dobry wynik. – Jeżeli chcesz robić wyniki, nie ma się co zastanawiać. Sztafetę trzeba pokonać z automatu. Każda chwila na zastanawianie się to strata czasu, a pięć sekund to już jest dużo – mówi Tomasz Liegmann.
Byli o krok od trzeciego medalu
O mały włos FCC Team Chojnice wróciłby do domu z jeszcze jednym medalem. Niestety zabrakło szczęścia. – Zdobylibyśmy jeszcze jeden medal, startując w tandemie. Niestety kolega z Gdańska przed samą metą się potknął i upadł. Sport uczy pokory – mówi Mikołaj Kęsik. To nie zniechęca zawodników do kolejnych startów. Zapowiadają, że zimę spędzą na treningach w siłowni, tak żeby na wiosnę być w formie do następnych zawodów.

Materiał archiwalny. Artykuł ukazał się w "Czasie Chojnic" z 18 października 2018, nr 42/851

REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© czas.tygodnik.pl | Prawa zastrzeżone