Zamknij

Gdy ja umrę, to wierzba uschnie

14:30, 13.09.2020 | rw
Skomentuj
REKLAMA

Gertruda Zemka z Chojnic opowiada, że ponad 60 lat temu zasadziła przy fosie drzewko. – Przez wiele miesięcy chodziłam je podlewać i patrzyłam, czy rośnie – wspomina. Wierzba urosła już do sporych rozmiarów i wiąże się z nią wiele rodzinnych wspomnień. Kojarzy ją większość chojniczan, a o jej kondycję dba załoga miejskiego ogrodnika.

Gertruda Zemka pochodzi z Bydgoszczy, ale od wielu lat mieszka w Chojnicach i czuje się związana z miastem. Przeprowadziła się tu za miłością – jako 18-latka wyszła za mąż za chojniczanina. Młodzi ślubowali sobie miłość 25 grudnia 1959 roku. Początkowo mieszkali nad pobliską szkołą. – Pracowałam w tym czasie w miejskiej zieleni. Były takie zachęty, żeby sadzić drzewka. Planów specjalnych na to wtedy nie robiono, można było wybrać dowolne miejsce – opowiada pani Gertruda. Spodobał jej się placyk przy fosie. Okolica wtedy wyglądała zupełnie inaczej. – Nie było jeszcze wtedy amfiteatru ani huśtawek. W ogóle miasto, jak można się domyślać, było wtedy inne. Wydawało mi się ciche i spokojne, zamiast samochodów więcej było koni i furmanek – wspomina.
Podlewała i doglądała
Jak opowiada seniorka, to właśnie niedaleko ulicy Młyńskiej wsadziła sadzonkę. – Wszystko to było spontaniczne. Roślinka wtedy była niewielka, może jak moja ręka. Mąż użył kijków i sznurka, żeby ją zabezpieczyć. Chodziłam przez wiele miesięcy z 2,5-litrową kanką, żeby podlewać drzewko. Patrzyłam, czy rośnie i czy nie marnieje. Po prostu żyłam tym miejscem – mówi.
Rękę do kwiatów miał zwłaszcza jej nieżyjący już mąż, który kochał zieleń. – Lubił kwiaty, miał sporą kolekcję kaktusów, a ja na każdą rocznicę ślubu dostawałam piękny bukiet. Smykałkę po tacie odziedziczyła córka Janina – podkreśla pani Gertruda. Co ciekawe, jeden z jej wnuków, Szymon Myszka, także posadził jedno z miejskich drzew. – Rośnie przy Parku Wodnym. Była kiedyś taka akcja, moim zdaniem bardzo fajna – mówi wnuk.
Wierzba obrastała w liście i rodzinne opowieści. Można powiedzieć, że na stałe zrosła się z familią, która wierzy, że drzewko przyniosło jej szczęście. – Wspólnie z mężem wychowaliśmy troje dzieci, dwie córki i syna. Wszyscy znają historię tego drzewa – mówi pani Gertruda. Opowieść przekazywana jest też kolejnym pokoleniom: 11 wnuczętom i 10 prawnuczętom. – W naszej rodzinie jest znana od lat, ale wiele postronnych osób nie chce w nią wierzyć – śmieje się Szymon Myszka.
Pani Gertrudzie drzewo przypomina też o każdej kolejnej rocznicy ślubu. – Bardzo się martwiłam o nie po przejściu nawałnicy. Jeden z konarów był uszkodzony, ale na szczęście drzewo mocno nie ucierpiało – mówi chojniczanka. – Dziękuję Bogu, że przez te wszystkie lata wierzba jakoś się trzyma. Boję się jedynie tego, że kiedyś miasto ją wytnie.
– Gdyby były takie plany, to całą rodziną się do niej przykujemy – zapewnia żartobliwie wnuk.
Ogrodnik przycina
Z opowieści seniorki wynika, że roślinka trafiła do gruntu jesienią 1959 roku. Dziś trudno byłoby to potwierdzić na podstawie jakichś dokumentów czy nawet specjalistycznych pomiarów. – Trzeba byłoby odpowiednio nawiercić pień, a to metoda inwazyjna. Można spróbować prześledzić historię na archiwalnych zdjęciach. Wiek ponad 60 lat uważam jednak za całkiem realny, w podobnym są niektóre drzewa w parku Tysiąclecia – ocenia Waldemar Spichalski, miejski ogrodnik. Doskonale zna wierzbę, bo wraz z pracownikami regularnie o nią dba, podobnie jak o inne miejskie drzewa. – Robimy przede wszystkim podcinki, bo wierzba ma to do siebie, że ma wiele przyrostów i nowych gałęzi. Trzeba uważać, żeby za bardzo nie obciążały konarów – wyjaśnia. – Drzewem zajmujemy się w miarę potrzeb, zwykle kilka razy w roku.
Specjalista przyznaje, że wierzbę rzadko wybiera się do sadzenia w mieście. – To spore drzewo, a preferowane są raczej rośliny mniejszych gabarytów. Obecnie nasadzenia prowadzone są według planu, kiedyś bywało różnie. Pamiętam, że jako chłopak też pomagałem w sadzeniu drzew przy Spółdzielczej – to miejsce było wybrane tylko dlatego, żebyśmy nie grali tam w piłkę. To były takie czasy – opowiada.
Będą bronić
Urzędnicy ratusza przygotowują się do modernizacji fosy miejskiej. Projekt już jest gotowy. Czy rzeczywiście jest niebezpieczeństwo, że na potrzeby inwestycji trzeba będzie wyciąć starą wierzbę? – W planie jest zbudowanie nowej widowni z siedziskami dla 1000 osób, toalet i placu zabaw, modernizacja sceny z zadaszeniem oraz przebudowanie ciągu komunikacyjnego przy ulicy Grobelnej. O usuwaniu wierzby nic mi nie wiadomo, ale zawsze staramy się w miarę możliwości bronić każdego drzewa – zapewnia Jacek Domozych, dyrektor Wydziału Budowlano-Inwestycyjnego w chojnickim ratuszu.
Także miejski ogrodnik podkreśla, że wiekowe drzewa są cenne. – Staram się robić wszystko, żeby w razie inwestycji one zostały, bo jest ich coraz mniej, zwłaszcza tych starych i dużych w centrum miasta – wyjaśnia.
Wygląda więc na to, że pani Gertruda może być spokojna o los swojej wierzby. – Jestem z nią tak zżyta, że zawsze mówię: Gdy ja umrę, to drzewo uschnie – dodaje seniorka.

Materiał archiwalny. Artykuł ukazał się w „Czasie Chojnic” 20 sierpnia 2020, nr 34/947.

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz